Latest Posts

Kiedyś chciałam zatrzymać czas. Tak, żeby malutka na zawsze została malutka. Mimo, że chciałabym wró...

Kiedyś chciałam zatrzymać czas. Tak, żeby malutka na zawsze została malutka. Mimo, że chciałabym wrócić do tych dni cieszę się, że tak się nie stało. 



Teraz Julcia jest najcudowniejsza na świecie. Codziennie zaskakuje nas nowymi tekstami. Czasami wrzucam na Facebooka nasze rozmowy, ale uwierzcie, że nie nadążam. Dla jednych może to się wydawać normalne, bo dzieci wcześniej czy później mówią, ale dla niektóre sytuacje są szokujące. Czasami mam wrażenie jakby to była moja mała kopia. Zawsze się śmiałam, że wygląd ma po tacie, a charakter po mamie. 

Wczoraj podeszła do mnie z ciastoliną na talerzyku i mówi:
"Masz kochanie. Obiad Ci zrobiłam. Zjedz póki ciepły, dobrze?"

Dzisiaj zaczęłam przygotowywać się do egzaminu na wtorek, mała podchodzi i pyta. 
" Co robisz?"
" Uczę się"
" O Jeziu znowu?" 
odwróciła się i poszła budować klockami LEGO. 

To są takie sytuacje, które zawsze wywołują nie małe zdziwienie na mojej twarzy. Och nie jestem w stanie wyrazić jak mocno ją kocham! 











sukienka reserved
buty, kapelusz H&M 

Dzień jak co dzień pomyślałam i poszłam odebrać Julę ze żłobka. Praca skończona, więc nic gorszego s...

Dzień jak co dzień pomyślałam i poszłam odebrać Julę ze żłobka. Praca skończona, więc nic gorszego się już nie wydarzy. 




Wchodzę do placówki, patrzę na moje dziecko a ono całe we krwi. Buzia, koszulka, spodnie, nawet kapcie. Podbiega do mnie, łzy lecą jak szalone po policzkach i opowiada co się stało.. Biedna tchu nie może złapać, ja rozumiem piąte przez dziesiąte, szaleństwo. Patrzę na Panią, która z uśmiechem na twarzy zamiata podłogę i pytam co się stało. Okazało się, że mała jeździła na rowerku i nagle znalazła się na górce. Z górki tak zjechała, że przeleciała przez rowerek. Bogu dzięki, że nic się nie stało i nic sobie nie połamała! Fakt, faktem zadrapań było mnóstwo. Wszędzie rany na buzi, na rączkach, na nóżkach. Wyglądała jakbym ją biła. Od razu pojechałyśmy do apteki po jakieś opatrunki. Pani nam poleciła opatrunki hydrożelowe, żeby przyspieszyć i ułatwić gojenie ran. Byłam przerażona. Mała do końca wieczoru płakała, że ją boli wszystko. 

Nie wiem, nie wiem jakim cudem to się wydarzyło, jeszcze Pani była obok tylko "na sekundę się odwróciła". Standardowa gadka. Co jak co, ale one nie pilnują tych dzieci jak powinny. Lubię każdą z opiekunek, ale prawda jest smutna. Ostatnio doszło sporo dzieci, które są raczkujące i wiadomo, że im poświęcają więcej uwagi. Od 1 września Jula idzie do przedszkola, także myślimy z Patrykiem o dodatkowym ubezpieczeniu. Nie wiem czy kiedykolwiek Wam wspominałam, ale tam dzieci latają beztrosko między salami, co lepsze same mogą wychodzić na dwór. Masakra. Ja jestem przerażona, zwłaszcza, że Jula zna doskonale drogę do domu, bo mieszkamy 400m od przedszkola. Mam nadzieję, że nigdy nie dostanę telefonu z wiadomością "nie możemy znaleźć Pani córki".. Ale wracając do ubezpieczenia to w razie gdyby złamała rączkę czy nóżkę, ubezpieczalnia zwraca wszystkie koszta: leczenie, rehabilitację, lekarstwa nawet gwarantują dowóz do szpitala i ze szpitala. 

Warto o tym pomyśleć. Co jak co, ale na zdrowiu nie ma co oszczędzać, a znając Julkę coś się wydarzy. Mała jest czasami taka roztrzepana.. Zupełnie nie wiem po kim to ma ;) 

Wstyd się przyznać, ale wy jesteście tu częściej niż ja.. A to wszystko za sprawą nowej pracy! ...

Wstyd się przyznać, ale wy jesteście tu częściej niż ja.. A to wszystko za sprawą nowej pracy!


Dwa miesiące temu, zaraz po zakończeniu stażu siedziałam w domu i oglądałam seriale- standard. Nagle pojawiło mi się powiadomienie na FB od naszej konsultantki ze szkoły. Jako, że ona non stop udostępnia coś na stronie naszej szkoły postanowiłam to zignorować. Serial się skończył i sprawdziłam o co chodzi tym razem. Tak się wkurzyłam na siebie, bo właśnie opublikowała ofertę pracy.. Przeczytałam dokładnie co i jak i postanowiłam wysłać swoje CV. Muszę się przyznać, że tak ogólnie to w tym samym czasie co miałam zacząć pracę, miałam zajęcia w szkole, ale postanowiłam, że odpuszczam je. Już nic nowego się nie nauczę, a praca to praca.

Ku mojemu zdziwieniu dostałam odpowiedź od firmy, że są zainteresowani moją osobą. Przez emaila ustaliłyśmy godziny pracy etc, a na tydzień później umówiłyśmy spotkanie. Wszystko by było idealnie, gdyby nie fakt, że to moja droga praca. Jak to? A chciałam pomóc koleżance w zachowaniu pracy, ponieważ ona jechała na staż do Pl i musiała znaleźć kogoś na zastępstwo. Także tydzień wcześniej podpisałam kontrakt na 2 miesiące na sprzątanie restauracji.

Spotkanie w firmie poszło rewelacyjnie. Miałam bardzo dobre referencje od nauczyciela prowadzącego oraz od firmy, gdzie miałam staż, także spotkanie było formalnością- jak to oni stwierdzili. Uzgodniłyśmy raz jeszcze godziny pracy, ze względu na restaurację, zarobki, podatek etc. 

Także od 3 tygodni pracuję na pełen etat i bardzo dobrze mi z tym. Trzy tygodnie, a w zasadzie 10 dni zajęć to jest nic, a w tym czasie mogę sobie zarobić. Jeszcze w piątek mieliśmy letnią imprezę w firmie i ze względu na poranne sprzątanie w restauracji musiałam wcześniej wyjść. Żegnam się ze wszystkimi i mówię, że dla mnie weekend zaczyna się od 10 rano następnego dnia, a babeczka z pracy do mnie czy nie chciałabym opiekować się jej domem.. Szczerze powiem, że zgodziłam się, bo restaurację i firmę mam tylko na dwa miesiące, a później też coś trzeba robić. Nie wiem czy mnie zatrudnią na dłużej, bo oni mają takie "busy months" trzy razy w roku, także zobaczymy jak to będzie. Póki co doceniam co mam. 

Postanowiłam też, że zamykam Moonlov, bo już mi się znudziło, ale spróbowałam i wiem jak to smakuje. Wymyśliłam już coś innego, ale o tym kiedyś Wam opowiem. Wkrótce wrzucę wszystko co mam z ubrań, aby tylko sprzedać, więc czatujcie tam, a w zasadzie TU :)

Do usłyszenia <3

Wakacje, wakacje i po wakacjach. Choć dla jednych się kończą, dla innych zaczynają. W tym poście prz...

Wakacje, wakacje i po wakacjach. Choć dla jednych się kończą, dla innych zaczynają. W tym poście przedstawię Wam kilka zachować, których nienawidzę na plaży. Jak Kołobrzeżanka wiem co mówię :) 



1. Parawany 

Kiedy byłam mała pamiętam, że plaża kojarzyła mi się z kolorowymi ręcznikami. Sporadycznie ktoś miał leżak czy parawan. Teraz plaża kojarzy mi się z prywatnymi kwaterami. Dosłownie. Pamiętam jak rok temu czytałam, że obecnie na plażach jest więcej parawanów niż turystów. Zastanawiałam się jak to możliwe. Teraz już wiem! Ludzie łączą kilka długich materiałów ze sobą i odgradzają się od reszty. Jasne rozumiem, że można zabrać parawan jak jest wiatr na dworze czy ktoś chce się opalać topless, ale nie, żeby odgrodzić się. Plaża jest dla wszystkich tak samo dostępna. Szkoda mi tych dzieci, które są odgrodzone od reszty bo rodzicom czy dziadkom zachciało się "prywatności". Nie przesadzajmy.. 

2. Picie na plaży 

Nigdy, ale to nigdy nie wypiłam i nie wypiję alkoholu na plaży. Jednakże nie mam nic do ludzi, którzy wypiją jedno, dwa piwka. Po prostu nienawidzę chamskich, pijanych ludzi w miejscach publicznych. Rozumiem, że słońce świeci, woda w morzu szumi, piwko pod ręką, ale trzeba znać umiar. To już nie chodzi o ludzi dookoła, ale maluchy są często świadkami bardzo niefajnych sytuacji. 

3. Dzieci biegają nago

To też mnie wkurza! Rozumiem dzieci są kochane, beztroskie i niech sobie przewietrzą te małe tyłki na świeżym powietrzu. Ale nie na plaży ani w żadnym innym publicznym miejscu! Nigdy nie wiesz, czy ktoś koło Ciebie nie delektuje się widokiem Twojego malucha latającego nago. Świat już jest wystarczająco okrutny i niebezpieczny dla naszych maluchów. Zainwestuj w strój kąpielowy. 

4. Śmieci

Grr, ile razy kopałam w piasku jak byłam mała i znalazłam kubek po piwie, papierki czy stare kanapki. To jest straszne. Najchętniej wzięłabym te wszystkie śmieci i temu kto je zakopał wrzuciła do domu.. Szanujmy się. Już nie mówię tylko o tym, że mi to przeszkadza, ale spójrzmy też na zwierzęta, ptaki. Nie wiem czy wiecie, ale chleb podawany łabędziom wpływa negatywnie na układ trawienny tych ptaków niszcząc ich żołądek i wątrobę. Ptaki żyjące na diecie “chlebowej” mają opuchnięte i przerośnięte wątroby oraz biegunkę. W efekcie tracą na wadze, słabną i zdychają.

5. Papierosy

Tu powinny być kary! Kraj by się wzbogacił, a ktoś może by się nauczył. Nad morzem przede wszystkich chcesz delektować się pogodą, wdychać jod, a nie pieprzony dym papierosowy. 

Jak już kiedyś wspominałam, przekonałam się do szpinaku. Nie tylko ze względu na smak, ale również ...

Jak już kiedyś wspominałam, przekonałam się do szpinaku. Nie tylko ze względu na smak, ale również ze względu na właściwości lecznicze. Poza faktem, że non stop piję Pepsi i nie mogę sobie z tym poradzić to staram się zdrowo gotować.

Szpinak jest nie tylko źródłem beta-karoteny, witaminy C oraz luteiny ale również magnezu, który w połączeniu z potasem reguluje pracę serca.Szczególnie polecany jest osobom, które żyją w dużym stresie, ponieważ ma duży wpływ  na funkcjonowanie układu nerwowego, wykazując właściwości uspokajające. Zapobiega także bólom i zawrotom głowy. Ma właściwości antynowotworowe i chroni przed miażdżycą. 

Nie wiem czy wiedzieliście, że po raz pierwszy kwas foliowy wykryto właśnie w szpinaku. Zielone liście szczególnie zalecane są kobietom w ciąży. Kwas foliowy  zapobiega wadom układu nerwowego płodu. Ponadto chroni on przed chorobami układu krążenia. Szpinak jest także bogaty w witaminę K odgrywającą ważną rolę w krzepnięciu krwi, witaminy z grupy B obniżające cholesterol oraz istotną dla opóźnienia procesów starzenia witaminę E.

Jest niskokaloryczny: 100 g to 16 kcal. Ponadto zawarte w nim potas i witaminy z grupy B uczestniczą w spalaniu węglowodanów i tłuszczów oraz przyśpieszają metabolizm. 


Przepis jest bardzo prosty. Wystarczy, że zmiksujemy liście szpinaku z jabłkiem i pomarańcza. 

Szpinakowe smoothie.

Co potrzeba.? 

* jabłko
* pomarańcza
* duża garść szpinaku

Sposób przygotowania:

Przepis jest bardzo prosty. Umyć szpinak i wysuszyć. Pomarańczę oraz jabłko obrać, pokroić w kawałki i wrzucić do blendera.